Zamiast mnożyć programy, twórzmy system opieki nad osobami starszymi

Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia - 21-04-2018

Szczycimy się tym, że wydłużamy długość życia w Polsce, ale wydłużamy jedynie czas życia w chorobie. Nie ma systemowych rozwiązań długofalowych, które przekładałyby się na 10-15 najbliższych lat, nie ma koordynacji i współpracy resortów w polityce wobec osób starszych - podkreślają eksperci.

Zamiast mnożyć programy, twórzmy system opieki nad osobami starszymi

Aby ochrona zdrowia nie runęła pod presją demograficznych wyzwań, których już doświadczamy, musimy dość szybko zreformować system finansowania świadczeń. Osoby powyżej 60. roku życia stanowią około jednej czwartej społeczeństwa polskiego, jednocześnie NFZ przeznacza na opiekę medyczną nad nimi ponad połowę swoich środków. Wydajemy na osobę starszą przeciętnie czterokrotnie więcej w porównaniu do osób z grupy poniżej 60. roku życia.

- Według naszej prognozy z 2016 r. tylko zapewnienie obecnego poziomu dostępności do świadczeń wymaga zwiększania finansowania z Funduszu o co najmniej 1% rocznie, czyli należałoby dokładać nominalnie w cenach sprzed dwóch lat ponad 500 mln zł każdego roku - przypomina Dariusz Dziełak, dyrektor Departamentu Analiz i Strategii NFZ.

- To są koszty utrzymania stanu obecnego, który, jak wiemy, jest wysoce niewystarczający. Pewną nadzieję budzi ustawa zwiększająca nakłady na zdrowie do 6% PKB - dodał.

Geriatria na rozdrożu
Prognozy NFZ obejmują także kwestie leczenia szpitalnego i zapotrzebowania w tym zakresie. W roku 2030, według tych przewidywań, będzie potrzebnych ponad 700 tys. hospitalizacji więcej niż w roku 2014. Czy system w ogóle przygotowuje się do tej rewolucji? Czy stawia chociażby na rozwój lecznictwa geriatrycznego?

- Cały system generuje ogromną niepewność w geriatrii, a to, co się w tej chwili dzieje z siecią szpitali jeszcze ten element niepewności nasila - odpowiada prof. Tomasz Kostka, konsultant krajowy w dziedzinie geriatrii, prorektor ds. kształcenia UM w Łodzi.

- Sytuacja wygląda tak, że część oddziałów geriatrycznych, które znalazły się na I i II poziomie podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej (PSZ - red.), nie weszła do sieci szpitali. Najczęściej mamy propozycje przekształcenia oddziału geriatrycznego w internistyczno-geriatryczny z podobnym lub takim samym poziomem finansowania jak do tej pory - wyjaśniał specjalista.

Natomiast oddziały na poziomie III lub wyższym mają zapewnione finansowanie. To wpływa na to, że choć w ciągu ostatnich 10 lat dwukrotnie zwiększyliśmy liczbę specjalistów geriatrii w Polsce (do 430), to tylko połowa z nich pracuje w swojej specjalizacji. - Druga połowa nie pracuje w geriatrii ze względów finansowych. Po prostu praca w diabetologii czy endokrynologii o wiele bardziej kalkuluje się finansowo - wskazywał geriatra.

- Apelujemy w tej chwili, żeby przywrócić geriatrię do I i II stopnia poziomu zabezpieczenia po to, aby ta opieka nad osobą starszą po prostu była rzeczywiście powszechną - podkreślał konsultant krajowy.

Na czym oprzeć system?
Za kilkanaście lat seniorzy będą generować nie 50%, ale już 60-70% wszystkich kosztów opieki. - W tej chwili usiłujemy nadążać za systemami krajów Europy Zachodniej. Ale to w mojej opinii za mało. Dlatego, że za 20-30 lat będziemy jednym z najstarszych, jeśli nie najstarszym narodem w Europie - zwraca uwagę prof. Kostka.

Dlatego, zdaniem eksperta, system, który opiera się na konsultacyjnej geriatrii nie ma szans, ponieważ nie da się skonsultować większości problemów zdrowotnych. - To musi być system oparty na podstawowej opiece geriatrycznej, gdzie lekarz rodzinny jest, optymalnie, również lekarzem geriatrą - z wyjątkiem lekarzy wiejskich jest to naprawdę do zrobienia. I gdzie oddział geriatryczny lub internistyczno-geriatryczny od razu zajmuje się wszystkimi lub większością problemów osoby starszej - przekonuje prof. Tomasz Kostka.

Fundusz zwraca jednak uwagę, że połowa z przewidywanego wzrostu hospitalizacji do 2030 roku będzie dotyczyć oddziałów wewnętrznych. - Doceniając rolę geriatrii, mimo wszystko posiada ona jednak ograniczone możliwości - 38 oddziałów to jednak nie jest dużo. Wydaje się więc, że to głównie na internie będzie spoczywać to zwiększone obciążenie w leczeniu szpitalnym - wskazuje Dariusz Dziełak.

Na pierwszej linii frontu
Oczywiście geriatrzy są świadomi tego, że nie ma takiej możliwości, aby oddziały geriatryczne były wszędzie. Przypominają jednak, że wyniki analiz wskazują, iż efekty w postaci lepszej sprawności funkcjonalnej, mniejszej liczby rehospitalizacji i skutecznego leczenia depresji dają tylko oddziały geriatryczne.

- Powinniśmy więc być tam, gdzie są najtrudniejsi pacjenci i wspomagać internę, która walczy na pierwszej linii frontu: odnotowała 145 tys. przyjęć osób po 85. r.ż. na oddziały w 2014 r. w porównaniu do 11 tys. w oddziałach geriatrycznych - wylicza dr Jarosław Derejczyk, konsultant wojewódzki w dziedzinie geriatrii w woj. śląskim.

I tak, jego zdaniem, mogłoby zostać: 10 do 20% najtrudniejszych przypadków powinien obsługiwać geriatria, aby ci pacjenci zostali trzy dni dłużej, mogli skorzystać z rehabilitacji, oceny psychologicznej, co w efekcie dałoby rzadsze rehospitalizacje i dłuższą przeżywalność. Niestety, sytuacja się zmieniła po wprowadzeniu sieci szpitali.

- Ponadto nie mamy rehabilitacji geriatrycznej, do tej pory mapy potrzeb zdrowotnych nie uwzględniają opieki geriatrycznej i długoterminowej, mamy ogromne braki, jeśli chodzi o liczbę łóżek długoterminowych - wylicza Jarosław Derejczyk.

Niedofinansowana opieka
Jak dodaje Beata Drzazga, prezes BetaMed SA, członek Narodowej Rady Geriatrii i Gerontologii, nawet w domowej opiece długoterminowej mamy długie kolejki i czas oczekiwania, nie mówiąc o zakładach pielęgnacyjno-opiekuńczych.

- Mamy tak zapełnione zakłady pielęgnacyjno-opiekuńcze w ramach NFZ, że pacjent może czekać na wolne miejsce nawet trzy lata. Siłą rzeczy część pacjentów trafia do sektora prywatnego, gdzie płaci 4-5 tys. zł. Problem w tym, że te ceny są dla potencjalnych chętnych za wysokie, a dla zakładu za niskie, żeby w odpowiedni sposób zorganizować pracę lekarzy, pielęgniarek i opiekunów - stwierdza Beata Drzazga.

Z kolei w ramach Funduszu do takich placówek trafiają osoby, które mają 900 czy 1200 zł renty lub emerytury (jednostka opiekuńcza może zabrać z tego 70%). Dlatego zdaniem specjalistów wycena świadczeń w zakładach opiekuńczo-leczniczych i pielęgnacyjno-opiekuńczych wymaga urealnienia.

- W tym zakresie widzę olbrzymią lukę, nie proponujemy wiele takim osobom, które wymagają opieki i całodobowego wsparcia. Państwo powinno zapewnić opiekę w postaci różnych form instytucjonalnych, tymczasem brakuje i domów opieki, i domów dziennego pobytu. Oczywiście wiemy o rozwoju sieci domów Senior-Wigor i innych placówek, ale to wszystko nie jest w takiej liczbie, która by odpowiadała na wszystkie potrzeby - mówi posłanka Beata Małecka-Libera, zastępca przewodniczącego Sejmowej Komisji Zdrowia.

Dłuższe życie w zdrowiu
Przede wszystkim musimy zwrócić się jednak ku odpowiedniej, długofalowej polityce zdrowotnej. - Wydłużamy okres życia w Polsce, ale wydłużamy jedynie czas życia w chorobie. Wciąż rozwijamy medycynę interwencyjną, tymczasem powinniśmy postawić na profilaktykę - podkreśla prof. Brygida Kwiatkowska, zastępca dyrektora ds. klinicznych, kierownik Kliniki Wczesnego Zapalenia Stawów w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji.

W jej opinii trzeba przenieść główny ciężar opieki nad osobami starszymi etap wcześniej, zaczynając np. od bilansu 60-latka, kiedy zwykle jeszcze nie ma kilku chorób współistniejących. Jeśli zapobiegniemy choć części z nich, to znacznie obniży koszty leczenia.

Z profilaktyką łączy się aktywność fizyczna, ale też np. kwestia usprawnień w budownictwie, żeby osoby starsze nie były zamknięte w swoich mieszkaniach. - Osoba, która nie będzie wychodzić, lada moment będzie miała sarkopenię, będącą przyczyną upadków i za chwilę będzie zmuszona do szukania opieki osób trzecich - wskazuje prof. Kwiatkowska.

Ośrodek koordynujący
Wielość tych problemów i wyzwań wymaga koordynacji oraz współpracy wielu podmiotów, długoterminowej, spójnej polityki państwa. Czy tak jest obecnie?

- Polityka senioralna jest polityką międzyresortową. Aby była efektywna musi być realizowana nie tylko przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Powinna być wdrażana też przez resort zdrowia, nauki itd., w zasadzie powinna być konsultowana przez wszystkie ministerstwa - stwierdza posłanka Małgorzata Zwiercan, przewodnicząca Sejmowej Komisji Polityki Senioralnej.

Jak przypomina, są m.in. realizowane rządowe projekty ASOS czy Senior Plus, został przedstawiony także przez Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju projekt Dostępność Plus, który ma ułatwić seniorom i niesamodzielnym poruszanie się w przestrzeni publicznej.

Choć rząd deklaruje, że polityka wobec osób starszych jest jego priorytetem, eksperci wskazują, że ważne jest, abyśmy nie mnożyli różnych programów, ale, by były one efektywne i całościowe. Tylko skoordynowana polityka senioralna pozwoli osiągnąć realne efekty.

- Być może warto zatem rozważyć powołanie Departamentu Polityki Senioralnej w Ministerstwie Zdrowia integrującego działania z MRPiPS i wprowadzenie poszerzenia zakresu obowiązków o obszar polityki senioralnej osobie w randze wicepremiera - postuluje dr Jarosław Derejczyk.

Tekst powstał w oparciu o wypowiedzi podczas sesji „Dlaczego system nie nadąża za demografią?” w ramach III Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 8-10 marca).
Pełna relacja z sesji:
rynekzdrowia.pl/Konferencje